Elektrownia słoneczna w Wierzchosławicach to pierwsza w Polsce naziemna farma fotowoltaiczna o mocy 1 MW, która z pionierskiego sukcesu stała się symbolem problemów finansowych i nieprawidłowości.
- Była to pierwsza w Polsce naziemna elektrownia słoneczna o mocy 1 MW, otwarta 2 października 2011 roku.
- Inwestorem była gminna spółka "Energia Wierzchosławice", a jej budowa kosztowała 8,6 mln zł.
- Finansowanie pochodziło z Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego (50%) oraz preferencyjnej pożyczki z WFOŚiGW.
- Farma składała się z 4445 paneli fotowoltaicznych na 2 hektarach w regionie "polskiego bieguna ciepła" pod Tarnowem.
- W pierwszym roku działalności wyprodukowała 1000 MWh energii, przekraczając prognozy i przynosząc gminie ok. 460-500 tys. zł.
- Później borykała się z problemami finansowymi, śledztwem CBA, rażącymi błędami montażowymi i zadłużeniem przekraczającym 3 mln zł.

Pionier polskiej fotowoltaiki: Co warto wiedzieć o historycznej elektrowni w Wierzchosławicach?
Elektrownia słoneczna w Wierzchosławicach to bez wątpienia kamień milowy w historii polskiej energetyki odnawialnej. Otwarta 2 października 2011 roku, była pierwszą w Polsce naziemną farmą fotowoltaiczną o mocy 1 MW. Jej powstanie było wydarzeniem przełomowym, które zwiastowało nową erę w polskiej transformacji energetycznej, pokazując, że wielkoskalowe projekty fotowoltaiczne są możliwe do realizacji również w naszym kraju. W tamtym czasie dominowały jedynie niewielkie instalacje dachowe, a wizja dużej farmy była dla wielu futurystyczna.Geneza projektu jest ściśle związana z lokalizacją. Gmina Wierzchosławice, położona pod Tarnowem, znajduje się w regionie określanym mianem "polskiego bieguna ciepła". Charakteryzuje się on jednym z najwyższych wskaźników nasłonecznienia w kraju, co czyni go idealnym miejscem dla inwestycji w odnawialne źródła energii. To właśnie ten potencjał naturalny, w połączeniu z wizją lokalnych władz, stał się motorem napędowym dla stworzenia tak innowacyjnego przedsięwzięcia. Był to odważny krok, który miał inspirować inne samorządy i inwestorów do podążania tą samą ścieżką.
Liczby, które robiły wrażenie: Jak potężna była pierwsza farma fotowoltaiczna w Polsce?
Mówiąc o elektrowni w Wierzchosławicach, nie sposób pominąć jej imponujących, jak na tamte czasy, danych technicznych. Farma dysponowała mocą 1 MW, co w 2011 roku było znaczącym osiągnięciem w skali kraju. Składała się z 4445 paneli fotowoltaicznych, z których każdy miał moc 225 W. Cała instalacja zajmowała powierzchnię 2 hektarów, co świadczyło o jej skali i ambicjach.
W kontekście polskiej energetyki, gdzie dominowały elektrownie węglowe, farma o mocy 1 MW była symbolem zmiany i możliwości dywersyfikacji źródeł energii. Jej działanie opierało się na prostej, lecz efektywnej zasadzie. Panele fotowoltaiczne zamontowane na stalowej konstrukcji wbijanej w ziemię, pozyskiwały energię słoneczną. Następnie prąd stały generowany przez panele był przesyłany do przetwornic, czyli inwerterów, które zamieniały go na prąd zmienny. Po transformacji napięcia, energia trafiała bezpośrednio do lokalnej sieci energetycznej, zasilając okoliczne domy i przedsiębiorstwa. To był dowód, że słońce może być realnym źródłem prądu w Polsce.
Za kulisami wielkiej inwestycji: Kto i za ile zbudował farmę w Wierzchosławicach?
Realizacja tak pionierskiego projektu wymagała nie tylko wizji, ale także solidnego zaplecza organizacyjnego i finansowego. Inwestorem odpowiedzialnym za budowę elektrowni była specjalnie powołana do tego celu gminna spółka "Energia Wierzchosławice Sp. z o.o.". To właśnie ona wzięła na siebie ciężar koordynacji i wykonania całego przedsięwzięcia.
Całkowity koszt inwestycji zamknął się w kwocie 8,6 mln zł. Montaż finansowy był złożony, ale typowy dla dużych projektów infrastrukturalnych w tamtym okresie. Kluczowe było dofinansowanie z Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego, które pokryło aż 50% kosztów, czyli około 4,3-5 mln zł. Pozostała część środków pochodziła z wkładu własnego gminy oraz z preferencyjnej pożyczki udzielonej przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie, w wysokości około 4,3-4,5 mln zł. Kalendarium budowy było niezwykle dynamiczne: prace rozpoczęły się 15 lipca 2011 roku, a zakończyły się zaledwie dwa i pół miesiąca później, 30 września 2011 roku, aby elektrownia mogła zostać uroczyście uruchomiona już 2 października.
Obiecujące początki i ambitne plany: Jak farma radziła sobie w pierwszych latach?
Początki działania elektrowni w Wierzchosławicach były nadzwyczaj obiecujące. W pierwszym roku działalności, czyli do końca września 2012 roku, farma wyprodukowała imponujące 1000 MWh energii elektrycznej. Co istotne, wynik ten był lepszy od pierwotnych prognoz, które zakładały produkcję na poziomie 850-950 MWh. To świadczyło o wysokiej efektywności instalacji i potwierdzało słuszność wyboru lokalizacji oraz technologii.
Sukcesy produkcyjne przełożyły się na wymierne korzyści finansowe dla gminy. W pierwszym roku funkcjonowania, z tytułu sprzedaży energii elektrycznej oraz zielonych certyfikatów, gmina zarobiła około 460-500 tys. zł. Te pozytywne wyniki napawały optymizmem i skłaniały do dalszych, ambitnych planów. Rozważano rozbudowę farmy o kolejne 0,8 MW, co miało kosztować około 6 mln zł, a docelowo nawet zwiększenie mocy do 10 MW. Wierzchosławice stały się wówczas prawdziwym wzorem do naśladowania, miejscem wizyt studyjnych dla innych samorządów i potencjalnych inwestorów, którzy szukali inspiracji do własnych projektów OZE. Wydawało się, że przyszłość tej słonecznej inwestycji jest jasna.Od sukcesu do porażki: Ciemne chmury nad słoneczną inwestycją
Niestety, początkowy blask sukcesu elektrowni w Wierzchosławicach zaczął szybko blednąć. Już w 2015 roku pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały spółka zarządzająca farmą zaczęła notować straty, które w 2014 roku wyniosły około miliona złotych. To był początek spirali problemów, które z czasem doprowadziły do upadku projektu.
Wokół inwestycji narastały kontrowersje, zwłaszcza dotyczące bardzo wysokich kosztów budowy, które nawet jak na tamte czasy wydawały się wygórowane. Pojawiły się również podejrzenia o potencjalnie "ustawione" wymagania przetargowe, co budziło wątpliwości co do transparentności całego procesu. Jednak to nie tylko kwestie finansowe były przyczyną kłopotów. Z czasem ujawniono rażące błędy montażowe, takie jak wzajemne zacienianie się paneli, co znacząco obniżało ich efektywność. Do tego doszły poważne zaniechania serwisowe uszkodzone falowniki, kluczowe dla prawidłowego działania instalacji, nie były wymieniane przez lata. Wszystkie te czynniki w drastyczny sposób pogorszyły wydajność farmy i jej sytuację finansową, przekształcając obiecujący projekt w symbol problemów.
Finał głośnej historii: Śledztwo CBA, długi i próba sprzedaży
Narastające problemy i kontrowersje wokół elektrowni w Wierzchosławicach nie mogły pozostać niezauważone przez organy ścigania. 24 lutego 2015 roku do firmy weszło Centralne Biuro Antykorupcyjne, rozpoczynając śledztwo w sprawie podejrzeń oszustw finansowych i nieprawidłowości. To wydarzenie rzuciło cień na cały projekt i zintensyfikowało debatę publiczną na temat jego przyszłości.
W międzyczasie, spirala zadłużenia spółki "Energia Wierzchosławice" narastała w zastraszającym tempie. Do 2017 roku dług farmy przekroczył 3 miliony złotych. W obliczu tak poważnych problemów finansowych i niemożności wyjścia na prostą, gmina, jako właściciel, podjęła decyzję o próbie sprzedaży farmy. Był to gorzki finał historii, która zaczęła się z tak wielkimi nadziejami. Niestety, szczegóły dotyczące ostatecznego losu sprzedaży i tego, kto przejął farmę, często pozostają niejasne w publicznych źródłach, jednak sam fakt konieczności sprzedaży świadczy o skali problemów, z jakimi borykał się ten pionierski projekt.
Wnioski na przyszłość: Czego nauczyła nas historia elektrowni w Wierzchosławicach?
Historia elektrowni słonecznej w Wierzchosławicach to niezwykle pouczająca lekcja dla całej branży odnawialnych źródeł energii w Polsce. Z jednej strony, projekt ten był symbolem pionierskiego ducha i dowodem na to, że Polska ma potencjał do rozwoju fotowoltaiki na dużą skalę. Pokazał, że nawet w warunkach polskiego klimatu można efektywnie produkować energię ze słońca, co otworzyło drogę dla wielu późniejszych inwestycji.
Z drugiej strony, Wierzchosławice stały się również przestrogą przed potencjalnymi pułapkami. Lekcje, jakie płyną z tego projektu dla samorządów i inwestorów, są jasne: kluczowe znaczenie ma transparentność na każdym etapie inwestycji, od przetargu po realizację. Niezbędna jest również rzetelna analiza kosztów i unikanie zawyżonych wycen. Historia ta uczy także o fundamentalnym znaczeniu prawidłowego montażu instalacji oraz konieczności zapewnienia regularnego i profesjonalnego serwisu. Zaniechania w tych obszarach mogą zniweczyć nawet najlepiej zapowiadający się projekt. Mimo problemów, Wierzchosławice na zawsze pozostaną ważnym punktem odniesienia w dyskusji o rozwoju OZE w Polsce, zarówno jako inspiracja, jak i cenne źródło doświadczeń.
